Nikita
18:04, 03 sty 2014
Dołączył: 03 sty 2014
Posty: 5919
Pewnego pięknego dnia nieopatrznie i nie przeczuwając żadnego zagrożenia weszłam na „Ogrodowisko” i od 5 miesięcy nic innego nie robię tylko oglądam, czytam i zachwycam się ogrodami – po prostu wsiąkłam. Moje życie rodzinne i towarzyskie zupełnie zamarło – mąż na gorących kubkach długo już nie pociągnie, znajomi dzwonią pytając czy żyję, a syn zastanawia się czy nie oddać mnie do kliniki nałogów i uzależnień. Istne szaleństwo.
Ale dosyć tego ukrywania się – w zimny, pochmurny wieczór nadeszła odwaga, by się ujawnić. Witam, zatem wszystkich pozytywnie zakręconych na punkcie roślin i trochę nieśmiało zaczynam swoją ogrodową przygodę na forum.
Kilka słów o mnie i moim Szmaragdowym Zakątku.
Znajomi mówią do mnie Nikita, mieszkam w łódzkim i jestem dumną posiadaczką dorosłego dziecka płci męskiej, męża w ilości 1 sztuka także płci męskiej oraz psa – jak się pewnie domyślacie również samca. Ostatnio dla zachowania równowagi w naszej rodzinie pojawiła się Jadzia… – 1,5 metrowa samica węża Boa. Krótko mówiąc: słaba płeć górą – czyli równouprawnienie równouprawnieniem, ale racja musi być po naszej stronie!!!
Wracając jednak do wątku ogrodowego: w 2009 roku odziedziczyłam niewielką działkę na peryferiach małego miasta oddalonego od mojej kwatery głównej o ok. 18 km.. Jako rasowy przedstawiciel populacji blokowiskowej o ogrodnictwie wiedziałam wówczas tylko tyle, że sadzi się zielonym do góry. Pełna obaw, uzbrojona w siekierę zaczęłam od wykarczowania ścieżki, aby móc dokładnie obejrzeć moje zielone królestwo. Okazało się, że jestem szczęśliwą właścicielką: 3 drzew owocowych, kilkunastu krzaków niewiadomego pochodzenia, zniszczonego niewielkiego domku oraz garażu … bez dachu. Ponadto 1/3 mojego zielonego raju to wylewka betonowa z epoki „wczesnego Gierka” oraz kilka ton chwastów. No to super - tylko wrzucić granat i poczekać aż dym opadnie…
Zapowiadało się na „drobne damskie robótki” przy pomocy kilofa i ciężkiego sprzętu, ale jak mówi stara mądrość ludowa: „ co nas nie zabije, to nas wzmocni …” rzuciłam się w wir pracy: wyremontowałam to co wymagało remontu, zgruzowałam to co wymagało zgruzowania, wycięłam to co wymagało wycięcia, a na koniec przekopałam całość. Działka wyglądała jakby zaatakowało ją stado rozwścieczonych bizonów.
Czas biegł nieubłaganie i nastała zima – czas odpoczynku dla każdego miłośnika ogrodów, lecz ja męczę się gdy nic nie robię. Zaczęłam więc przeglądać czasopisma, odwiedzać portale ogrodnicze, pytać bardziej doświadczonych, szukać pomysłów i inspiracji.
Na wiosnę już wiedziałam co mi się podoba, co chcę i czego potrzebuję. Zjeździłam całe województwo i pół Polski szukając niepowtarzalnych okazji w centrach ogrodniczych, kupując wymarzone okazy w szkółkach, odwiedzając składy budowlane i producentów w poszukiwaniu ciekawych elementów małej architektury ogrodowej. Potem z łopatą w ręku, niejednokrotnie cały dzień na kolanach, umorusana mniej lub bardziej urodzajną (z naciskiem na „mniej”) ziemią – realizowałam z góry wytyczony plan. Nie obyło się bez błędów i wpadek, ale nadal się uczę, sadzę, udoskonalam, reorganizuję. I tak już 4 lata urządzam swój szmaragdowy zakątek, żałuję tylko, że jeżdżąc na działkę jedynie w weekendy, mam tak niewiele czasu na mój ogródek – no cóż nie można mieć wszystkiego.
Wszystkim, którym udało się przebrnąć przez przydługie słowo wstępne bardzo gratuluję i w ramach rekompensaty zapraszam na fotograficzną wycieczkę po mojej zielonej krainie.
Ale dosyć tego ukrywania się – w zimny, pochmurny wieczór nadeszła odwaga, by się ujawnić. Witam, zatem wszystkich pozytywnie zakręconych na punkcie roślin i trochę nieśmiało zaczynam swoją ogrodową przygodę na forum.
Kilka słów o mnie i moim Szmaragdowym Zakątku.
Znajomi mówią do mnie Nikita, mieszkam w łódzkim i jestem dumną posiadaczką dorosłego dziecka płci męskiej, męża w ilości 1 sztuka także płci męskiej oraz psa – jak się pewnie domyślacie również samca. Ostatnio dla zachowania równowagi w naszej rodzinie pojawiła się Jadzia… – 1,5 metrowa samica węża Boa. Krótko mówiąc: słaba płeć górą – czyli równouprawnienie równouprawnieniem, ale racja musi być po naszej stronie!!!
Wracając jednak do wątku ogrodowego: w 2009 roku odziedziczyłam niewielką działkę na peryferiach małego miasta oddalonego od mojej kwatery głównej o ok. 18 km.. Jako rasowy przedstawiciel populacji blokowiskowej o ogrodnictwie wiedziałam wówczas tylko tyle, że sadzi się zielonym do góry. Pełna obaw, uzbrojona w siekierę zaczęłam od wykarczowania ścieżki, aby móc dokładnie obejrzeć moje zielone królestwo. Okazało się, że jestem szczęśliwą właścicielką: 3 drzew owocowych, kilkunastu krzaków niewiadomego pochodzenia, zniszczonego niewielkiego domku oraz garażu … bez dachu. Ponadto 1/3 mojego zielonego raju to wylewka betonowa z epoki „wczesnego Gierka” oraz kilka ton chwastów. No to super - tylko wrzucić granat i poczekać aż dym opadnie…
Zapowiadało się na „drobne damskie robótki” przy pomocy kilofa i ciężkiego sprzętu, ale jak mówi stara mądrość ludowa: „ co nas nie zabije, to nas wzmocni …” rzuciłam się w wir pracy: wyremontowałam to co wymagało remontu, zgruzowałam to co wymagało zgruzowania, wycięłam to co wymagało wycięcia, a na koniec przekopałam całość. Działka wyglądała jakby zaatakowało ją stado rozwścieczonych bizonów.
Czas biegł nieubłaganie i nastała zima – czas odpoczynku dla każdego miłośnika ogrodów, lecz ja męczę się gdy nic nie robię. Zaczęłam więc przeglądać czasopisma, odwiedzać portale ogrodnicze, pytać bardziej doświadczonych, szukać pomysłów i inspiracji.
Na wiosnę już wiedziałam co mi się podoba, co chcę i czego potrzebuję. Zjeździłam całe województwo i pół Polski szukając niepowtarzalnych okazji w centrach ogrodniczych, kupując wymarzone okazy w szkółkach, odwiedzając składy budowlane i producentów w poszukiwaniu ciekawych elementów małej architektury ogrodowej. Potem z łopatą w ręku, niejednokrotnie cały dzień na kolanach, umorusana mniej lub bardziej urodzajną (z naciskiem na „mniej”) ziemią – realizowałam z góry wytyczony plan. Nie obyło się bez błędów i wpadek, ale nadal się uczę, sadzę, udoskonalam, reorganizuję. I tak już 4 lata urządzam swój szmaragdowy zakątek, żałuję tylko, że jeżdżąc na działkę jedynie w weekendy, mam tak niewiele czasu na mój ogródek – no cóż nie można mieć wszystkiego.
Wszystkim, którym udało się przebrnąć przez przydługie słowo wstępne bardzo gratuluję i w ramach rekompensaty zapraszam na fotograficzną wycieczkę po mojej zielonej krainie.



